— Otóż to… Nie może mi się to zupełnie w głowie pomieścić! Czyżby?

— Opowiadaj od początku, co mówił Lunow, bo nic z tego, co powiedziałeś, nie rozumiem — zdenerwował się Bernard.

— Mogę cię pocieszyć, że ja też nic nie rozumiem. Połączenie otrzymałem od razu. Widocznie stary zauważył błyski i natychmiast włączył telefon. Jak tylko odezwałem się, Lunow z miejsca zaczął gadać o naprawie jakiejś anteny. Mówił, że się cieszy z mego powrotu do zdrowia i z tego, że sam się zająłem naprawą, bo prędzej się można będzie skomunikować z rakietą. Pytam, o czym on mówi, przecież, o ile wiem, żadna rakieta nie opuściła Celestii. A on: „Więc ty nie wiesz, mówi, że zbliża się do nas jakaś obca rakieta? Spoza naszego świata?” Odpowiadam, że słyszałem tylko o jakichś ciałach eksplodujących i właśnie chciałem się czegoś od niego dowiedzieć. A o rakiecie nic nie wiem! A stary jak nie zacznie mnie sztorcować: „Jeśli nie kierujesz naprawą anteny, to po co się włóczysz na zewnątrz i nie przychodzisz do obserwatorium? Przecież, mówi, otrzymałeś moją kartkę, że jak tylko będziesz zdrowy, to masz przyjść natychmiast do obserwatorium”. Już zaczynam tłumaczyć, że nic o tym nie wiem, gdy naraz coś trzasnęło w słuchawkach i lampa kontrolna zgasła. Musiało coś „nawalić” w aparacie. Wykluczone, aby Lunow sam się wyłączył. A to pech! Niech to wszyscy diabli!

— Spróbuj jeszcze raz. Chociaż słaba nadzieja. Z tego, co mówiłeś, zdaje się wynikać, że przyczyna zerwania łączności jest poważniejsza, niż ci się zdaje. Może jestem ostatnio przewrażliwiony, ale to z pewnością nie przypadek.

— Co przez to rozumiesz?

— Chyba jasne. Lunow jest izolowany i fałszywie informowany. Po prostu celowo przerwano połączenie, dziwne tylko, dlaczego w ogóle dopuszczono, aby Lunow powiedział coś o rakiecie. Chociaż… Jest to tak fantastyczna wiadomość, że nie wiem sam, co o tym sądzić. Zestawiwszy to, co się w ciągu ostatnich paru dni dzieje w Celestii… Nie wiem. Zupełnie nie jestem w stanie tego zrozumieć. Chyba tylko stary Horsedealer jakoś by się w tym połapał. Jak sądzisz, Dean? Czy Lunow może się mylić?

— Trudno powiedzieć. On tego w ogóle nie traktował jako hipotezy, lecz jako stwierdzony fakt. Spróbuję się jeszcze raz połączyć.

Po kilku minutach manipulowania Roche zrezygnowany wyciągnął wtyczkę.

— Nic z tego. Bezpośrednie połączenie z obserwatorium jest całkowicie przerwane. Próbowałem również połączyć się z centralą telefoniczno-telewizyjną i wyobraź sobie, że jesteśmy zupełnie odcięci od świata.

— Wracamy — zadecydował Kruk. — Już blisko godzinę przebywamy na zewnątrz i nie mamy właściwie czasu na pozostawanie tu dłużej. Należy się liczyć z tym, że wejście na górę zajmie nam, ze względu na obecność Daisy, przynajmniej półtorej godziny. Halo, Daisy! — zwrócił się do dziewczyny. — Skracaj linę. No, uwaga! Wchodzimy!