— Niestety, jestem córką prezydenta. Jedyną córką…
Kiedy w pokoju zjawił się Summerson z grubym rulonem w ręku, Stella wyszła nie czekając ojcowskiego rozkazu. A Kruk patrzył z żalem gdzieś poza ścianę i wciąż jeszcze słyszał jej głos, wypowiadający tak prosto: „Niestety”.
Wzbierał w nim bezsilny żal…
— Pan to zrobi w trzy dni — wypowiedział prezydent twardo. — A oto plany. Kruk przyjął rulon złożony z kilkudziesięciu pożółkłych ze starości kartek.
Rozwinął go starannie, zaczął wertować rysunki i objaśnienia.
— Zrozumiale ujęte? — zapytał Summerson tonem, którym żąda potwierdzenia.
— Owszem. Skrócę robotę. Ale muszę zaznajomić się z nimi bardzo dokładnie. Wytworzony w syntetyzatorach badon nie może pozostać w miotaczu dłużej niż kilkanaście milisekund. Najmniejsza niedokładność mogłaby spowodować wybuch, a więc koniec wszystkiego.
Przepraszam, że pytam, ekscelencjo — dodał nieśmiało. — Czy urządzenie będzie wykorzystane za trzy dni?
— Przypuśćmy… — odparł prezydent niechętnie. — Konstruktorze, musimy być szczerzy: pan jest młody, energiczny i owładnięty górnymi marzeniami, z których nierealności zdaje pan sobie sam sprawę. No cóż, takie jest życie. Otóż cieszę się, a nawet bardzo, że mogę dodać panu otuchy. Czasem życie pod naciskiem okoliczności tworzy bajki. Pan śni sen o szczęściu, wiem o tym doskonale. I oto ja, zwierzchnik świata i ludzi, zgadzam się na małżeństwo mojej jedynej córki z panem pod warunkiem, że za trzy dni można będzie przesuwać strefę dezintegracji oraz niszczyć ciała przebiegające obok Celestii. Proszę nie rozumieć tego, co mówię, w ten sposób, iż zmuszę Stellę do małżeństwa z panem, młody człowieku. Ale ani słowem nie sprzeciwię się, jeżeli ona tylko zechce. Pan rozumie? Jak na mnie, to nieprawdopodobnie dużo.
Kruk oniemiał. Zagadkowy cel przebudowy miotacza, nielogiczności, niedomówienia, osoba Summersona, o którego szczerości i prostolinijności musiał wątpić… I wreszcie to ostatnie…