— Chciałbym otrzymać od pana zapewnienie, że przebudowywane przeze mnie miotacze nie będą nigdy skierowane przeciw człowiekowi jako narzędzie śmierci.

Fala krwi spłynęła do twarzy prezydenta, nerwowy ruch szczęki oraz wielkiej pionowej zmarszczki nad czołem wskazywał, iż z trudem opanowuje zdenerwowanie.

Nagle, jakby za naciśnięciem guzika, twarz Summersona oblekła się zwykłym spokojem. Spojrzał zimno na konstruktora i wycedził przez zęby:

— Przyjmuję pański warunek. Miotacz nigdy nie będzie użyty przeciw ludziom.

— A przeciw Murzynom?

— Również nie będzie nigdy użyty przeciw Murzynom.

— Jaką mogę mieć tego gwarancję?

Summerson skrzywił się niechętnie. Chwilę patrzył w przeciwległą ścianę, jakby szukając tam argumentów, i nagle roześmiał się.

— Gwarancję? Chcesz mieć gwarancję? Zdaje się, że najlepszą gwarancją będzie to, gdy ci powiem, że… że to nie są ani ludzie, ani Murzyni.

— A jeśli to nie są ludzie, to kto? — zapytał Kruk usiłując opanować ogarniające go podniecenie.