Twarz Summersona momentalnie stała się zimna jak głaz. Przymrużył z lekka oczy i z odcieniem ironii w głosie zapytał:

— A więc wątpi pan w zasadnicze prawdy wiary?

— Nie będę dyskutował z panem nad prawdziwością tych czy innych dogmatów, gdyż ani nie ma tu ku temu miejsca, ani czasu. Powiedziałem to, co myślę, i liczyłem, że również z pańskiej strony spotkam się z tym samym. Nie jesteśmy Murzynami, lecz ludźmi o tyle rozsądnymi, że nie potrzebujemy wzajemnie opowiadać sobie bajeczek dla grzecznych dzieci. Zresztą przypuszczam, że bez trudu znajdziemy tu wspólną podstawę dyskusji.

O ile w pierwszej chwili wyraźna niechęć odbiła się na twarzy prezydenta, ostatnie słowa Kruka, stępiające ostrze ataku, rozładowały nieco napięcie.

— Niech i tak będzie — rzekł Summerson wymijająco. — Ale niezależnie od tego, czy będziemy dosłownie, jak mówi Biblia, traktować pojęcie diabła, czy też bardziej materialistycznie, w niczym to nie zmniejszy niebezpieczeństwa grożącego Celestii.

— Cóż to za śmiertelne niebezpieczeństwo stanowić może dla Celestii niewielka grupa owych legendarnych diabłów? Co my w ogóle o nich wiemy? — zapytał Bernard, przypominając sobie słowa starego filozofa.

— Wiemy, do czego są zdolne. Wiemy, że zburzyły one szczęście ludzi na Towarzyszu Słońca, że właśnie chęć uwolnienia się od nich pchnęła przed blisko dwu i pół tysiącami lat naszych praojców do opuszczenia na zawsze Ziemi, jak wówczas zwali oni Towarzysza Słońca. Czyż właśnie fakt, że my tu żyjemy i jesteśmy, że Celestia z każdą sekundą oddala się od Słońca, a zbliża do Gwiazdy Dobrej Nadziei, czyż nie jest to najlepszy dowód, czego należy się spodziewać od tych ziemskich gości? Oni chcą nas zniszczyć!

— Skąd ta pewność? A jeśli nawet tak jest, to w jaki sposób możemy temu przeszkodzić? Jeśli rakieta ich ma większą prędkość od Celestii, bo przecież dogania nas, nie jest wykluczone, że ich miotacz wyrzuca cząstki badonu z większą prędkością niż nasz. Tym samym ich strefa dezintegracji sięga znacznie dalej od naszej. Zanim nasz miotacz zacznie działać, może być już po

Celestii. Jeśli zaś założymy, że ich miotacz ma mniejszy zasięg od naszego, to owszem, możemy ich zniszczyć, ale skąd wiemy, jakie są ich zamiary? To byłaby zbrodnia!

— To są Czerwone Diabły! — wybuchnął Summerson. Po raz pierwszy od rozpoczęcia rozmowy stracił panowanie nad sobą. — Tu nie można stosować tych samych kategorii moralnych, co u nas w Celestii. Zresztą decyduje dobro ogółu, dobro ogółu przede wszystkim. W imię dobra ludzkości trzeba czasami popełnić i zbrodnię. Jeśli to w ogóle można nazwać zbrodnią.