— Potrzebują, potrzebują — powtórzyła gniewnie. — Ale najwięcej ciebie potrzebują. Bez twojej głowy byłoby wszystkim jeszcze gorzej.

— Przesada — zaoponował słabym głosem filozof. — Na mnie świat się nie kończy.

— Ty sobie gadaj, a ja wiem swoje. Mało to dla innych robisz? Ach, byłabym zapomniała! Byli u ciebie, pukali.

— Kto? Kiedy? — niepokój odbił się w oczach Horsedcalera.

— A niedawno. Jim Brown, no wiesz, ten brat Steyc'a był ze dwa razy. Był też Lett Cornick z jakimś drugim. Podobno policja go szuka — dorzuciła ściszonym głosem.

— Byli u mnie?

— A tak. Zaraz potem, jak u nas światło zgasło. Ale ja im powiedziałam, że ciebie nie ma, więc poszli. Myślałam, żeś gdzieś poszedł, staruszku, bo Jim dość długo i mocno pukał. Pewno byłeś nieprzytomny. Dopiero jak wstałeś w gorączce i rąbnąłeś o ziemię, to usłyszałam. Myślę sobie, co to może być? No i przyszłam zobaczyć. Całe szczęście, że usłyszałam, bobyś tu pewno bez pomocy nie dożył rana. Już teraz cię przypilnuję.

Dla Horsedealera było jednak w tej chwili najważniejsze, by szybko skomunikować się z innymi członkami związku. Zaszły widocznie jakieś nowe, ważne wydarzenia, wymagające natychmiastowej decyzji. Może każda chwila jest droga, a on tu leży bezczynnie.

— Mam do pani prośbę — zwrócił się do kobiety. — Niech pani pojedzie na 37 poziom do Malleta i powie jemu lub jego żonie, aby tu przyszedł.

— Nie zawracaj sobie teraz głowy, staruszku — rozpoczęła kobieta, ale Horsedealer nie dał jej skończyć.