Horsedealer zamyślił się.
A jeśli to jeszcze jeden wielki bluff Summersona? A może nie chodzi tu wcale o przebudowę miotaczy, lecz jest to tylko parawan dla jakiejś przygotowywanej rozgrywki między Sialem a grupą Agro lub Morganem?
Wpadł w gniew na samo przypuszczenie, że prezydent mógłby także i jego oszukać.
Pierwsza myśl znów porwała wyobraźnię filozofa.
Ludzie z innego świata! A właściwie nie z innego świata — po prostu z kolebki całego ludzkiego rodzaju! Jakie wieści nam wiozą?
Myśli starego człowieka zaczęły nabierać rozpędu.
Summerson chce ich zniszczyć. To znaczy, że wiozą wiadomości jak najgorsze dla niego! Tym samym pewnie pomyślne dla ogółu „szarych”… Bo co mogą stracić tysiące wyzyskiwanych i gnębionych mieszkańców Celestii? Cóż może stracić taki nędzarz, jak ja? Za to Summerson ma bardzo dużo do stracenia.
Żywiołowo zapragnął i c h zobaczyć, tak jak gdyby wszystko i w jego życiu miało się wówczas zmienić na lepsze.
Podniósł się gwałtownie. Wysiłkiem woli zwlókł się z posłania, przeszedł przez pokój i otworzył drzwi. Wszędzie otaczała go taka sama ciemność. Postąpił jeszcze parę kroków naprzód, zapominając o stojącej beczułce, potknął się o nią i nie mogąc po ciemku utrzymać równowagi z łoskotem zwalił się na ziemię.
Stłuczone ramię bolało go dotkliwie. Próbował unieść się. Opodal skrzypnęły drzwi i ujrzał żółtawy, mrugający blask kaganka.