Wychudła, koścista ręka ujęła jego dłoń w przegubie, a dobrze znany kobiecy głos sarkał zapamiętale:
— Co ty znów wyrabiasz, staruszku? Potrzeba ci było włóczyć się po ciemku i zbijać sobie boki? Po co wychodziłeś na korytarz? Przecież dlatego przyniosłam ci wodę, żebyś nie szwendał się bez światła.
W blasku płomyka zalśniły oczy wciąż jeszcze leżącego filozofa.
— Wygląda na to, że masz dużą gorączkę.
Odgłos przyspieszonych kroków rozległ się w korytarzu. Z ciemności wyłoniła się postać młodej dziewczyny.
— Co się stało? — zawołała przybyła, podbiegając do Horsedealera,
— Ano widzisz, co nasz staruszek wyprawia — odrzekła Margaret.
— Gdzie… gdzie jest Mallet?! — zawołał gwałtownie Horsedealer poznawszy Lucy.
— Nie ma go. Była tylko Ann, ale powiedziała, że nie wie, kiedy mąż przyjdzie.
— Kruka! Daj tu natychmiast Kruka!