— Jednego bandytę zabito.
— Też głupstwo. Ujęliście żywcem którego?
— Nie.
— Twoi policjanci pozwolili im zbiec? No co? Mów szczerze.
— Walka wręcz na zewnątrz jest bardzo ryzykowna. Tym bardziej że łączność…
— Co?! — wrzasnął prezydent. — Nie chcieli narazić życia w obronie Celestii? Każę ich powiesić. Podawaj nazwiska! Milczysz?! Co? Może nie pamiętasz?
— Chciałem szybko zameldować…
— Wynoś się! Podasz mi nazwiska zdrajców przez telefon! Wyroki śmierci przyślę. Stan wyjątkowy, więc sam decyduję! Niepotrzebna mi pomoc sądu.
Summerson spojrzał po zebranych.
— Słyszeliście?… Czuję Kruka w tej robocie. Wściekły diabeł! No co? — prezydent skierował gniewny wzrok na Godstona. — Sterczysz tu jeszcze?