— Kiedy… To właśnie on zwariował! — wyrzucił przestraszony Godston.
— Kto? Policjant? Dobre sobie! Jak on się nazywa?
— Edgar Brown. On…
— Co takiego? Mówisz mi na złość? To niemożliwe, żeby takie bydlę nosiło moje imię!
— Ależ daruj… On naprawdę nie jest winien.
— Że ma na imię Edgar? Osądzam, że winien! Imię uświęcone osobą prezydenta zobowiązuje do czegoś lepszego niż podły strach o własne życie!
— Ja… ja nie to chciałem powiedzieć… Nie o imieniu… — wykrztusił Godston.
— Tylko? — rzucił prezydent marszcząc brwi.
— Ten policjant naprawdę zwariował. To przecież nie zależało od niego.
— Wobec tego Roth odpowie za niedbałą kontrolę stanu zdrowia twoich ludzi. Tego mi tylko brakowało, żeby policjanci dostawali obłędu!