— Powiedział, że jest małego wzrostu jak karzeł. Ma ogromną głowę, pięć łap, a fioletowy ogon, raz mniejszy, raz większy, ciągnie się za nim.

Summerson zamyślił się.

— Każ tego policjanta przyprowadzić do mnie — rzekł nieco spokojniej. — Tyle mam kłopotów, niech się zabawię…

— Kiedy?

— Zaraz. Możesz uciekać.

Nagle stało się coś nieoczekiwanego.

Światło przygasło na ułamek sekundy. Po tym drugi i trzeci raz.

Dreszcz przeszedł po obecnych.

— Miotacz działa… — wyszeptał Kuhn. Pomyślał z lękiem, co by było, gdyby Bradley nie zdążył ukończyć montażu i włączyć miotacza. Wciągnął powietrze, żeby zaprotestować choćby teraz. Prezydent to zauważył.

— Miotacz działa! — powiedział z naciskiem, choć w głosie jego ktoś bardziej spostrzegawczy mógłby wyczuć jakby nutę zdziwienia.