— Na lewo.

Znów rozległ się dźwięk dzwonka, długi, nerwowy.

— Dobrze. Teraz idź do komórki i daj jeść królikom.

Tom wrzucił otrzymane klucze do stojącej w kącie skrzynki ze swymi „skarbami”. Wziął klucz od komórki i wyszedł tylnymi drzwiami na mały placyk, gdzie obok urządzeń do zbiórki śmieci mieściły się rupieciarnie należące do okolicznych mieszkańców. Na placyku bawiło się troje dzieci sąsiadów, które na widok chłopca zerwały się z trawnika.

— Tom! Tom! Po co idziesz do komórki?

— Trzeba dać królom jeść.

— Jeszcze raz? Przecież już dawałeś — zawołała nieduża, rezolutna dziewczynka.

— Zdawało ci się — rzucił ze złością chłopiec przekręcając klucz w zamku. Wiecznie ciekawe brzdące weszły za nim do komórki. Otworzył obszerną, dwupiętrowa klatkę i wsunął do środka garść trawy wyjętej z dużego kosza, usiłując zasłonić sobą wnętrze. Na szczęście króliki zjadły już poprzednią porcję i tylko resztki łodyg jakichś warzyw walały się w klatce.

— Widzicie, że jeszcze nie dostały — zwrócił się do dzieci. Pogładził miękkie futerko białego królika.

— Co ty tu robisz? — rozległ się niespodziewanie nad nim męski głos. Tom zmartwiał na moment.