— Zamknij klatkę i chodź do mieszkania.
— Po co?
— Nie marudź, szczeniaku, tylko zamykaj klatkę.
Wyszli z komórki i skierowali się ku drzwiom mieszkania Malletów odprowadzeni zalęknionymi spojrzeniami trojga dzieci.
W mieszkaniu znajdowało się jeszcze trzech mężczyzn, wszyscy ubrani po cywilnemu. Na podłodze walały się powyrzucane z szuflad przedmioty i szpargały. Dwóch agentów przeglądało jakieś papiery rozłożone na stole. Ojciec, blady, siedział na krześle pod ściana.
Na tapczanie w niedbałej pozie rozłożył się pulchny jegomość.
— No i co? — rzucił przez zęby na widok agenta wchodzącego z Tomem.
— Kłamie, że dopiero teraz ojciec przyniósł klucz od królików, inspektorze. Pulchny jegomość skrzywi! się i zawołał do Toma:
— No i co? Nauczył cię ojciec pacierza i teraz śpiewasz jak magnetofon. Tom ze zdziwieniem spojrzał na inspektora.
— Jakiego pacierza?