— A dlaczego go zabrali?

— Widzisz… Ojciec chciał, żeby nam było lepiej. Nam, to znaczy wszystkim takim jak my — dodała. — A może nawet czarnym z dołu… Ojciec wie, co i jak robić, żeby było lepiej. Ojciec dużo wie. I dlatego ludzie przychodzą do niego, a on im radzi, jak mają robić, aby było im lepiej, kiedy można coś zrobić przez sąd, a kiedy trzeba przerwać pracę albo jeszcze inaczej… To się nie podoba „sprawiedliwcom”.

— I dlatego aresztowali ojca? Czy mają prawo?

— Prawa nie mają, ale jak chcą, to aresztują. Zawsze się zresztą jakieś wygodne dla nich prawo znajdzie. Obawiam się jednak, że dziś stało się coś poważnego, bo nie tylko ojca, ale innych też zamknęli. Podobno zamknęli również Bera, tylko że im uciekł.

Zamyśliła się.

— Pewnie znów ojciec straci robotę — powiedziała na wpół do siebie i poczęła zbierać z podłogi rozrzucone papiery.

Teraz Tomowi przypomniały się klucze.

W kącie pokoju leżała wywrócona skrzynka.

Niezliczone rupiecie — blaszki, śrubki, kółka, druciki, nity i stare klucze leżały rozsypane na podłodze.

Chłopiec nachylił się i z niepokojem rozgarniał swoje drobiazgi szukając pęku kluczy.