Niemal gwałtownie odsunęła drzwi prowadzące na korytarz i zawołała głośno:

— Tylko nie zgub pieniędzy i nie wylej mleka! Butelkę zostawiłam u Grotha w sklepie! Spojrzał na matkę zdziwiony. Uśmiechnęła się ao niego przez łzy. Teraz dopiero zrozumiał, że chciała w ten sposób uzasadnić jego wyjście, jeśliby ktoś podsłuchiwał.

„A jeżeli przyjdzie policja i nie zastanie mnie w domu? — pomyślał. — Co wtedy będzie?”

Przed oczyma stanęła mu okrągła twarz inspektora wykrzywiona złością.

„A niech mnie szuka, gdzie chce! Najważniejsze, to dotrzeć do Bera, tak jak kazał ojciec”. Uczuł, że to postanowienie sprawia mu wyraźną ulgę. Nic nie byłoby dla niego bardziej przykre, jak oczekiwanie w domu na ewentualną wizytę policji.

Wyszedł na korytarz i rozejrzał się na wszystkie strony.

Nikogo nie było.

Szybko doszedł do zakrętu i nie oglądając się za siebie nacisnął guzik u wejścia do windy.

„18, 57, 6, A, 23” — powtarzał w myślach zjeżdżając w dół na 20 poziom, do dzielnicy handlowej.

Pokręcił się kilkanaście minut wśród tłumu zalegającego targowisko, po czym przeszedł do bogatszej części dzielnicy. Przyglądając się wystawom zapełnionym różnorodnymi towarami pilnie obserwował, czy go kto nie śledzi. Upewniwszy się, że nikt nie zwraca na niego uwagi, przejechał na taśmie chodnikowej do centralnego skweru.