— Co to? — wyszeptała z niepokojem Daisy.

— Zginęli — rzekł ponuro Bernard. — To był miotacz.

— Czy jesteś tego pewny?

— Tak — spuścił głowę Kruk. — To był miotacz. Zużywa tak znaczną ilość energii, że powoduje przygaśnięcie światła w całej Celestii.

— Więc zginęli? A może to tylko próba?

— Wykluczone. Celem przebudowy jest rozszerzanie niszczycielskiego działania miotaczy również na te ciała, które nie lecą wprost na nas, a tylko przebiegają przez strefę dezintegracji, że tak powiem, bokiem. Nie ulega wątpliwości, że chodziło o ciało z zewnątrz. Trudno przypuszczać, aby było to jakieś ciało kosmiczne. Chociaż…

— A może to jednak meteory? — zawahał się Roche. — Może Lunow i Summerson kłamią?

— Dlaczego światło przygasło trzy razy? — dorzuciła Daisy. Kruk spojrzał na dziewczynę.

— Tak. Właśnie o tym samym myślę. Dlaczego światło przygasło trzy razy? Znaczy to, że miotacz działał trzykrotnie. A przecież rakieta miała być podobno jedna. Chyba że jeden wyrzut cząstek nie wystarczył, może mają jakieś osłony? Albo… już wiem! Im dłużej nad tym się zastanawiam, coraz więcej nabieram pewności, że to byli oni! Przecież to jasne: te równe odstępy pomiędzy wyrzutami cząstek z pewnością są wynikiem małej celności miotacza przy ukośnym locie rakiety. Przecież przewidywałem to. Dwa razy nie trafił. Dopiero ostatni, trzeci strzał był skuteczny. Oni weszli w naszą strefę dezintegracji ukośnie, z boku… Przetarł nerwowo czoło.

— W pierwszej chwili nie mogłem tego zrozumieć, bo przyzwyczaiłem się do miotacza dawnego typu, niszczącego tylko te ciała, które biegną wprost na nas. Ale teraz zrozumiałem.