— Więc to trzecie przygaśnięcie światła oznaczało… — rozpoczęła Daisy i urwała.

— Śmierć… — dokończył Dean. — Śmierć ludzi czy istot, o których może nigdy nic się nie dowiemy.

— Oni lecieli do nas… a my… To straszne, potwornie głupie i ohydne. Brzydzę się nami! Tym całym naszym światem, Celestią! Brzydzę się sobą, że żyję na takim podłym, potwornym, ohydnym świecie!

Bernard patrzył ponuro w ziemię.

— A może tak być musiało? — westchnął Roche. — A może oni musieli zginąć, abyśmy żyli?

— Mówisz jak Summerson! — nieomal krzyknął ze złością Kruk. — Dodasz może jeszcze, że lepiej jest poświęcić kilku sprawiedliwych, niż…

Nagły trzask otwieranych drzwi nie pozwolił mu dokończyć.

Wszyscy troje spojrzeli z niepokojem na rozsunięte drzwi magazynu, w których stał zdyszany Tom.

Z twarzy chłopca wyczytać można było, dlaczego tak nagle wrócił.

— Oni… Oni tu… Policja tu idzie! — wyjąkał przerażony.