Pod nimi, na 98 poziomie, w otwartym włazie ukazała się przestraszona twarz mężczyzny, któremu, po odsunięciu klapy, spadł na głowę wielki młot. Konstruktor puścił drut i zasunął klapę włazu.
— Masz tu pistolet — zwrócił się do Roche'a. — Jeśliby otworzyli — strzelaj i staraj się zatrzasnąć właz. Wątpię, aby któryś z nich odważył się dla odsunięcia klapy wchodzić na drabinę i nacisnąć własnoręcznie guzik, bo znalazłby się wprost pod twoją lufą. Mogą to jednak zrobić jakimś prętem. Nie wolno dopuścić do tego, aby właz pozostał otwarty, gdyż odcięliby nas od Daisy. Trzeba ich więc odstraszyć od tych prób. Ja pędzę na górę po narzędzia!
— Chcesz się dostać do urządzeń kierowniczych reaktora?
— Tak. Będzie 2 tymi zamkami trochę roboty, tym bardziej że trzeba unieruchomić urządzenia alarmowe, lecz powinienem dać sobie radę.
— Ale czy tam… można wejść? — zapytał Dean z niepokojem.
— Będziemy się starali wybierać przejścia jak najdalej od źródeł promieniowania. Nie mamy innego wyjścia. Możemy wziąć skafandry. Pamiętam, że jeszcze trzy były w przebieralni, gdy wychodziliśmy na zewnątrz. Zresztą, może zostawili i nasze? Trzeba sprawdzić.
— Rób, jak uważasz — na twarzy astronoma znów odbiła się rezygnacja. Bernard wszedł na górę i po kilkunastu minutach wrócił z paroma narzędziami.
Klęknąwszy na ziemi przez dłuższą chwilę majstrował przy zamkach.
— No i co? — dopytywał się Dean.
— Ciężka sprawa — rzekł Bernard wstając. — Zdaje się, że trzeba będzie ciąć, mamy tu blisko 50 cm ołowiu. Tom, chodź ze mną na górę, musimy wziąć łomy i aparat do cięcia metalu.