— Co się stało? — przypadł do niego Bernard.

— Gaz! Wrzucili ampułkę z gazem. Chcą nas wytruć jak króliki.

— Pędź po skafander! — zawołał konstruktor wyrywając pistolet z ręki przyjaciela. — Nie możemy dopuścić, aby opanowali 99 poziom.

Nacisnął guzik. Klapa odskoczyła i z otworu buchnął mu wprost w twarz kłąb gazu. Przez niebieskawe opary ujrzał w dole otwarty właz prowadzący na 98 poziom. Strzelił na oślep i zatrzasnął klapę.

Chwycił silnie ręką za uchwyt, aby nie dopuścić do jej otwarcia. Chwilę się zastanawiał. Nagle wstał z podłogi.

— Trzymaj klapę! — zawołał na Toma. — Jeśli będziesz czuł, że nie dasz rady, to wołaj. W ostateczności, masz tu pistolet! Potrzeba mi trzech minut czasu.

Wspiął się na drabinę i znikł w otworze prowadzącym do pomieszczeń w osi Celestii, odprowadzany przerażonym wzrokiem Daisy. Dziewczyna obudzona strzałem usiadła na ziemi, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, co się dzieje.

— Co to było? Gdzie on poszedł? — wyszeptała.

— Nie wiem — odpowiedział Tom niespokojnie.

W tej chwili w otworze, w którym znikł Kruk, ukazały się nogi Roche'a. Jednak, ku zdziwieniu Daisy i Toma, młody astronom nie schodził na dół, lecz jakby na coś oczekiwał.