— Puść zupełnie! — rozkazał Roche. — A teraz spróbuj odsunąć. No co, nie da się? W porządku. Ber, możesz zejść.
Tom patrzył ze zdziwieniem na astronoma.
Dean uśmiechnął się po raz pierwszy od wielu godzin.
— Żadna siła już tej klapy nie odsunie — wyjaśnił. — Ber obniżył ciśnienie i nastąpiło automatyczne zablokowanie przejścia, tak jak w razie jakiejś katastrofy, gdy zaczyna uciekać powietrze. Nie uda im się nas wy truć! Chyba żeby zrobili otwór w klapie lub w podłodze, ale tego nie zaryzykują, bo skąd mogą wiedzieć, czy nie ubraliśmy się w skafandry i nie wypuściliśmy powietrza.
Tymczasem Kruk zeskoczył na dół.
— Trzeba będzie wyciąć w ścianie otwór, abyśmy mogli dostać się do pomieszczeń kierowniczych reaktora, gdyż nie ma tu drzwi. Spowoduje to wzrost ciśnienia, a tym samym może nam grozić ponowne otwarcie klapy. Będę więc musiał ją przyspawać. Dean z Tomem, opukajcie tymczasem ściany. Trzeba wybrać odpowiednie miejsce, gdyż osłona nie wszędzie ma równą grubość.
Powiedział to celowo, choć zdawał sobie sprawę, że ich „fachowa” pomoc nie na wiele się zda. Chciał jednak zająć czymś towarzyszy i w ten sposób nieco rozproszyć ich zdenerwowanie. Przesunął się do szafy i począł szukać jakichś narzędzi.
— Hej, Tom! Nie opukuj tej ściany — zwrócił się do chłopca, który w tym czasie począł z zapałem spełniać powierzone mu zadanie. — To nie tu! Przecież tam jest ściana zewnętrzna! Tędy moglibyśmy tylko wyjść na tamten świat!
Chłopiec zaczerwienił się.
— Ale tam właśnie słychać.