— Dobrze, już dobrze.

Pionowa, błyszcząca rura wyrastająca jak kolumna w samym środku salki poczęła wolno pogrążać się w podłodze. W suficie ukazał się okrągły otwór, zakryty dotąd płytą przymocowaną do szczytu rury.

Na płycie, w wygodnym fotelu, trzymając smukłe, ciemnobrunatne palce na białej, niewielkiej klawiaturze, siedziała młoda Mulatka. Prawa jej dłoń schowana była w grubej rękawicy przytwierdzonej do pulpitu kierowniczego.

Fotel stanął na podłodze. Dziewczyna zwinnie zeskoczyła i z uśmiechem wskazała ręką na fotel:

— Proszę! Zmiana warty. Tylko nie zgub „Łazika”. A za dziesięć minut tu jestem.

Pogroziwszy mu palcem zniknęła w drzwiach windy.

Kalina usadowił się w fotelu i nacisnął mały guziczek na brzegu pulpitu. Płyta poczęła unosić się w górę, aby w kilkanaście sekund później zakryć otwór w suficie.

Znalazł się w pomieszczeniu nad okrągłą salką. Miało ono kształt wnętrza kuli, wyjątek stanowiła płyta, na której umocowany był fotel z klawiaturą.

Władek rozejrzał się wokół.

Wprost za płytą klawiatury widniała olbrzymia almeralitowa ściana Celestii. Nad nim, za nim i z boku po obu stronach roztaczała swą głębię otchłań kosmiczna.