Spojrzał ku miotaczowi.
Walka dobiegała końca. Napastnicy zrezygnowali z dalszych prób uprowadzenia osobnika, będącego prawdopodobnie kierownikiem montażu i wycofali się do śluzy. Gdy cztery postacie znikły w otworze włazu, Kalina odetchnął z ulgą.
Do leżącego bezwładnie na pomoście człowieka podszedł jego towarzysz obsługujący reflektor. Podniósł porzucony pistolet i ostrożnie zajrzał do wnętrza przedsionka. Stwierdziwszy, że nikogo tam nie ma, wniósł odzyskującego powoli przytomność człowieka i po chwili wrócił dając ręką znaki pozostałym na miotaczu monterom, uczepionym głowicy miotacza.
Delikatny dźwięk dzwonka przerwał obserwacje Kaliny.
— Jak tam, Wład? Chyba masz już dosyć awantur — rozległ się głos Suzy Brown. — Zmiana warty!
— Tak. Zaraz zjadę — odrzekł półgłosem i zamyślił się. — A jeśli to jeszcze nie koniec? — zapytał jakby wahając się, czy może zejść z posterunku.
— No, to już moja sprawa.
— Ale może…
— Zjeżdżaj na dół. Zresztą to rozkaz Andrzeja.
Po kilku minutach znalazł się w pracowni astronomicznej.