„Dlaczego zdradziłaś Celestię?!”
Padła na kolana. Usłyszała nad sobą głuchy stuk, który zmienił się raptownie w ujadanie Gree.
Majaki senne rozpłynęły się w przyćmionym świetle sypialni. Usiadła na tapczanie i przez dłuższą chwilę rozglądała się błędnie po pokoju, nim udało się jej na tyle skupić myśli, że mogła odróżnić rzeczywistość od snu.
Za drzwiami miotał się Gree uderzając raz po raz łapami w cienką sigumitową płytę. Stella wstała z tapczanu. Chwiejąc się z lekka, postąpiła parę kroków ku drzwiom.
Nagły okrzyk przerażenia zmieszał się z ujadaniem psa. Oto jakaś ludzka ręka dotknęła jej ramienia.
Stella skoczyła ku drzwiom, lecz w tej samej chwili rozległ się dobrze jej znany głos.
— Nie bój się. To ja…
Odwróciła się gwałtownie i ujrzała tuż przed sobą w półmroku wysoką postać.
— Ber!
Objęła go gwałtownie i tak jak we śnie, mocno, bardzo mocno przytuliła się do niego. Ich usta spotkały się.