Głuche ujadanie Gree, które ustało na moment, znów wdarło się brutalnie w ciszę. Wróciła świadomość niebezpieczeństwa. Bernard odsunął delikatnie ramiona dziewczyny i ściskając jej rękę powiedział szeptem:
— Stello! Każda chwila jest droga… Możesz uciszyć psa? Oprzytomniała.
— Co si? stało? Dlaczego Gree tak ujada? — zawołała ze strachem.
— Jeśli psa nie uciszysz, będę musiał go zabić.
— Idź tam… — wskazała małe drzwi prowadzące do łazienki.
Skoczył ku nim, otworzył i zawahał się. Wepchnęła go lekko do środka i zasunęła drzwi.
Rozejrzał się wokoło. Oślepiająco białe kafle, którymi wyłożone było całe wnętrze łazienki, przypominały do złudzenia dno Jeziora. Dyskretne, zielonkawe światło, sączące się z sufitu, jeszcze bardziej potęgowało to wrażenie. Przed nim w odległości kilku metrów biegły w dół schodki prowadzące do wnętrza przestronnej wanny umieszczonej w podłodze.
Naraz uwagę jego przykuły niewielkie drzwiczki w ścianie. Otworzył. Była to szafka. Dolne jej półki zapełniały różne środki kosmetyczne, górne — buteleczki, słoiki i pudełka z lekarstwami.
„Daisy”… — przypomniał sobie cel wyprawy.
Czy ona jeszcze żyje?