Ujęła Bernarda za rękę i patrząc mu prosto w oczy powiedziała:
— Tak o tym marzyłam, Ber… Usiedli na brzegu tapczanu.
— Zostaniesz. Tu cię nikt nie znajdzie — wyszeptała. — Gree uspokoił się, a ojca nie wpuszczę. Tu najbezpieczniej. Drzwi się zamykają. Prawda, że zostaniesz? Znajdziemy razem jakieś wyjście z tej okropnej historii.
Oparła głowę na jego piersi. Począł okrywać pocałunkami jej twarz i szyję. Nagle przed oczyma stanęła mu papierowobiała twarz Daisy Brown. „Co ja robię? Przecież tam na mnie czekają! Każda chwila to kwestia życia”. Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Gdzie chcesz iść? Nigdzie stąd nie pójdziesz!
— Muszę, Stello. Zrozum, tarn na mnie czekają. Chodzi o życie Daisy Brown!
— Daisy Brown?
— Ona jest ranna i gorączkuje. Parę razy mdlała. Miałem znaleźć dla niej jakieś lekarstwo. Właśnie dlatego tu przyszedłem…
— To nie dla mnie przyszedłeś? — pedantycznie poprawiła potargane włosy. — Więc idź sobie do niej!
— Ależ Stello, co ty mówisz? Źle mnie rozumiesz.