— I ona jego — skwapliwie potwierdził Kruk. — Dean pewno się tam miota w rozpaczy, a my tu…

— Ja im zaniosę lekarstwo! — rzuciła stanowczo dziewczyna.

— Nie wpuszczą cię beze mnie. Zrozum. Zresztą ja tam muszę być, od dokładnego zbadania tych pomieszczeń zależy wszystko. Proszę cię więc o wodę, trochę żywności, a przede wszystkim o jakieś lekarstwo przeciwgorączkowe, wzmacniające… prawdę mówiąc, nie wiem jakie… — poruszył się niespokojnie. — Nigdy bym sobie tego nie darował, gdyby przeze mnie umarła. Widzisz więc…

Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— A wrócisz tu?

— Wrócę. Wkrótce tu wrócę.

— Kiedy? — nie ustępowała.

— No… za parę godzin.

Podeszła do drzwi i otworzywszy je kluczem wyjrzała na korytarz. Nikogo nie było. Pobiegła do kuchni i za kilka minut wróciła przynosząc dwie butelki wina i spore zawiniątko z żywnością. Wybrała kilka lekarstw z apteczki i zwróciła się do Bernarda:

— Poczekaj, zobaczę, czy ojciec nie wrócił. Skinął w milczeniu głową.