Wyszła. Gree podniósł się z dywanu i stanął przy drzwiach nasłuchując. Dłuższa chwila oczekiwania — i drzwi otworzyły się gwałtownie. Stella obróciła klucz w zamku i przyciemniwszy światło podbiegła do Kruka.

— Co się stało? Wrócił? — zapytał z niepokojem.

— Tak… — wyszeptała ledwo dosłyszalnie. — Musisz poczekać. Musisz jeszcze tu zostać — powiedziała z naciskiem. Oczy jej błyszczały.

Dean podniósł wspartą na zaciśniętych dłoniach głowę. Spojrzał na leżącą u jego nóg na podłodze wpółprzytomną Daisy, za drzwiami rozległy się czyjeś kroki.

Poruszył się nasłuchując, choć w ciągu blisko trzech godzin, które minęły od opuszczenia kryjówki przez Kruka, zdążył już pogodzić się z myślą, że Bernard został aresztowany i lada chwila do archiwum wejdzie policja, jednak serce zabiło mu gwałtownie.

Drzwi otwarły się. Dean spojrzał i odetchnął. Przed nim siał Bernard trzymając w ręku białe zawiniątko, z którego wystawały szyjki butelek z winem.

— Jesteś! Więc cię nie schwytali? Ach, pani tu? Dopiero teraz zauważył, że za Bernardom stoi Stella.

— Co z Daisy? — spytał Kruk pochylając się nad chora. — Widzę, że gorączka wzrosła.

— Niedobrze. Trzeba koniecznie lekarza. Boję się, żeby nie było zakażenia. Chociaż — zastanawiał się — chyba nie. zrobiłem jej przecież na górze zastrzyk.

Stella uklękła przy Daisy i dotknęła jej rozpalonej ręki. Dziewczyna otworzyła przymknięte powieki i wyszeptała z lękiem: