— Gdzie Dean?
— Jestem, kochana — odezwał się Roche.
— Daj pić. Wody.
Obok podłożonej pod głowę Daisy zwiniętej marynarki Deana-stała płaska butelka z koniakiem. Astronom sięgnął po nią.
— Skąd to wziąłeś? — zdziwił się Kruk.
— Nie wracałeś tak długo, a z Daisy było coraz gorzej. Na szczęście Tom zaczął szperać po gabinecie prezydenta i znalazł to w biurku.
Roche otworzył butelkę i przytknął jej szyjkę do ust chorej.
— Nic. Nie chcę już tego… Wody… Nie masz wody? — szeptała dziewczyna.
— Przynieśliśmy wino — rzekł Bernard. — Mamy też lekarstwo na wzmocnienie serca.
— Dopiero teraz to mówisz? — zawołał z wyrzutem Dean prawic wyrywając z rąk Stelli małą buteleczkę. — Tak! To dobre! — stwierdził spojrzawszy na etykietę.