— Tak. To oni! — potwierdził z przejęciem Dean. — Nawet ten sam głos, który słyszałem na zewnątrz.

— Halo! Halo! — zabrzmiały znów w głośniku słowa. — Wzywamy CM — 2 do natychmiastowego nawiązania łączności! W z y w a m y…

Głos urwał się nagle, aby w kilka sekund później odezwać się ponownie:

— Halo! Tu Astrobolid! Słyszymy was! Tu Astrobolid! Nie obawiajcie się nas! Dlaczego milczycie?

Widocznie kobieta powtarzająca wezwanie oczekiwała nawiązania łączności z równym jak Bernard, Dean i Tom napięciem, bo w głosie jej wibrowało podniecenie.

— Halo! Tu mówi Celestia! Mówi Celestia! — rzucił Kruk jednym tchem w mikrofon.

— Tu Astrobolid! Dlaczego milczeliście tak długo? Dlaczego nie odpowiadaliście na nasze wezwania?

— Kto wy? — głos Bernarda drżał wzruszeniem. — Czy wy… czy wy jesteście… Nie dokończył. Biblijna nazwa nie mogła mu przejść przez gardło.

— Nie obawiajcie się nas — rozległ się znów kobiecy głos. — Jesteśmy ludźmi takimi samymi jak wy.

— Ludźmi? A skąd? Skąd… wy… lecicie?