— Kto ci zapłacił za to, żebyś mi bzdury plótł? I ile zapłacił? Bo rozumiesz, że dla takiego chama, jak ty, kłamać prezydentowi znaczy to samo, co skazać się na śmierć. No, słucham!

Groźba odniosła ten skutek, że policjant nie był w stanie przemówić ani słowa. Łypał tylko błędnie wypukłymi, rybimi oczami.

— Przebaczę ci — ciągnął Summerson po chwili milczenia — jeśli wszystko szczerze wyjawisz. Ty jesteś głupi, pieniędzy masz mało… Myślałeś, że się uda. Tymczasem ja chcę wiedzieć, kto ciebie poszczuł. Zapłacę tyle, ile ci obiecali. Więc gadaj.

— Ale ja… Ja naprawdę… ja nic — policjant trząsł się jak w febrze.

— Daisy Brown to twoja bratanica?

— Nie. Gdzieżby tam! Mało Brownów w Celestii?

— Masz rodzinę?

— Żonę.

— Jeśli nie powiesz prawdy, i ty, i twoja żona pójdziecie do kotła. Natychmiast! Czekam najwyżej pół minuty!

Dla spotęgowania wrażenia spojrzał na zegarek.