— Kto?

— No, ten… bandyta. Summerson rozgniewał się.

— Znam przebieg napadu. Mów, kiedy zobaczyłeś to „coś”, co ciebie przeraziło. Spokojnie, bez nerwów.

— Kiedy tamci bandyci gonili pana Bradleya, to zacząłem mierzyć do nich z elektrytu…

— Mów dalej — ponaglał Summerson. Pilno mu było dowiedzieć się czegoś konkretnego o tej istocie, o której plotka zdążyła już stworzyć legendy, wcale z sobą nie powiązane.

— Wtedy zobaczyłeś tego diabła? — podsunął Summerson.

— Tak. ”

— Gdzie był i jak wyglądał? Dokładnie!

— Leciał przez powietrze jak ptak…

— Dureń jesteś. Tam nie ma powietrza. Jak to? On nie łaził po płaszczu Celestii?