— No, jak to? Nie ma człowieka, który by nie zazdrościł ci wielkiego losu. To wszystko brzmi wprost fantastycznie!
Konstruktor oniemiał. To, co przeżył w ciągu ostatnich godzin, rzeczywiście wyglądało na baśń, ale skąd ci dwaj mogą o tym wiedzieć? Z pewnością tylko zbieg okoliczności. Summerson przecież nakazał bezwzględną tajemnicę, wszelkie zaś pisma i plenipotencje dotyczą budowy jedynie pewnych przyrządów lub części, nie wspominając, do czego mają służyć. Kruk nie wyobrażał sobie, jaką drogą to wszystko mogłoby przedostać się poza ściany prezydenckiego gabinetu.
— Nie rozumiem. Williams obruszył się.
— Po co chcesz robić durniów z ludzi, którzy ci dobrze życzą? Żenisz się z córką prezydenta… Dostałeś jakąś ekstra-pracę do wykonania, której nie powierzono nikomu, tylko właśnie tobie. Cieszysz się, człowieku, jak młody bóg, a nie chcesz tego przyznać.
Kruk poczuł zawrót głowy.
— Ale… skąd wy to wiecie? Czy prezydent mówił wam?
— Przestań dziwaczyć. Przed pięcioma minutami telewizory w całej Celestii ogłosiły o tym.
— Te-le-wi-zo-ry? Bredzisz, człowieku. Skoro wiesz, to wiesz, ale nie ode mnie. To przecież miała być najściślejsza tajemnica!
— Słuchaj uważnie — rzekł Schneeberg powoli. — Jakieś dwadzieścia minut temu nadawano audycje brzmiącą prawie dosłownie tak:
„Dowiadujemy się z kół dobrze poinformowanych, że pan prezydent Edgar Summerson wręczył wczoraj w południe konstruktorowi rządowemu Bernardowi Krukowi na prywatnej audiencji dokument następującej treści: Zobowiązuję się wyrazić zgodę na małżeństwo mojej jedynej córki, Stelli Summerson, z konstruktorem rządowym Bernardem Krukiem, jeżeli ten w terminie 3 dni, licząc od dziś, godziny szesnastej, opracuje, zmontuje i przysposobi do praktycznego działania urządzenie pozwalające na ręczne kierowanie miotaczami i dwuzakresowe regulowanie strefy dezintegracji w granicach… ” Później następowały liczby i jeszcze jakieś wymaganie pod twoim adresem. Tak mnie to zelektryzowało, przyznaję, że nie pamiętam zakończenia.