— Może to i prawda. To pierścionek mojej córki, który ofiarowałem jej, gdy skończyła 16 lat. Chyba jednak ukradł.
Godston podał Summersonowi pierścionek, który prezydent włożył sobie na mały palec.
— Możesz już iść. Czekam na wiadomości. Po chwili jednak zawrócił Godstona:
— Czy znaleziono trupy wczorajszych zbiegów?
— Nie. Ale oni na pewno nie żyją. Najprawdopodobniej zginęli gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Nie widzieli żadnej możliwości ratunku, a wewnątrz ich nie znaleziono. Więc chyba…
— A śluza obsadzona w dalszym ciągu?
— Nie. Rankiem kazałeś skoncentrować większe siły policji w pobliżu dyrekcji Agro, więc wycofa…
Chciał powiedzieć „wycofałem ich”, ale zauważywszy, że policzki Summersona zsiniały z wrażenia, poprawił się szybko na „wycofano”.
— Kto wycofał? — syknął prezydent.
— Jack Winter — wymienił nazwisko podwładnego pełniącego w tym czasie dyżur.