— Uważałem, że to nie takie ważne, bo…

— Mniejsza z tym, co uważałeś. Mów!

— Gadają, że siły piekielne wmieszały się do ludzkich spraw i zaczęły występować czynnie. Opowiadają, że te nieczyste siły czy diabły stają w obronie ludzi biednych i wydziedziczonych przez los. Dlatego nastrój motłochu jest… jak by to powiedzieć… przychylny dla nich.

— I ty mi nic nie mówiłeś? Wyciągnąć z ciebie nie można było…

— Bo zdawało mi się, że to jakieś bajki… A może to stąd pochodzi, że ten policjant, kiedy zwariował, miał rzekomo diabła zobaczyć. Przysłałem ci go według życzenia. Czy opowiedział coś sensacyjnego?

— Dosyć — odpowiedział wymijająco Summerson. — Możesz już iść. Czeka cię solidna robota.

Prezydent zastanawiał się chwilę, czy nie byłoby wskazane ogłosić przez telewizory przynajmniej części tych argumentów, które przekonały Lunowa. Podjąć śmiały krok, wyjaśnić wreszcie tajemnicę, ogłosić, że ku Celestii zbliżają się diabły z zamiarem zniszczenia jej, że dokonały już wstępnego ostrzeliwania… Summerson upajał się przez chwilę swoim pomysłem. To by było poruszenie! Sensacja! Ludzie-wariowaliby z ciekawości i lęku, błagaliby o jak najszybsze zniszczenie tej okropnej rakiety. Ustałyby rozruchy, wszyscy pomogliby nam w walce…

Nagle prezydent wzdrygnął się. Nie, tak nie można postępować! To z pozoru wygląda bardzo prosto, ale co by było, gdyby jakiś krótkowzroczny kombinator w rodzaju Mellona zechciał nawiązać z nimi kontakt radiowy? Albo… Nieugięci… — poruszył się niespokojnie. — Tak, szkoda. Ten projekt jest stanowczo zbyt ryzykowny.

Stało się jednak to, czego prezydent zupełnie nie przewidział w swych rachubach. Plan uchwycenia całego życia Celestii w stalowe karby terroru policyjnego zupełnie nieoczekiwanie spalił na panewce już w pierwszym momencie realizacji. Gdy zgodnie z rozkazem Summersona policja wkroczyła do dzielnicy niewolników, aby zamknąć przejścia i izolować ją całkowicie od reszty małego świata, napotkała zorganizowany opór. Uzbrojeni w metalowe pręty, łomy i butelki napełnione żrącym płynem, Murzyni zwartą masą zagrodzili drogę policji, domagając się opuszczenia przez nią dzielnicy. Policjanci byli tak zaskoczeni groźną postawą tłumu, że pośpiesznie wycofali się. Również i Godston stracił w pierwszej chwili orientację i nakazawszy tylko rozstawienie posterunków na 3 poziomie znów pobiegł do prezydenta.

Summerson na wiadomość o buncie niewolników wpadł we wściekłość. Obrzucając obelgami siostrzeńca rozkazał zwiększyć dwukrotnie liczebność grupy przewidzianej do obsady dzielnicy murzyńskiej i przeprowadzić pacyfikację przy użyciu broni.