Było już jednak za późno na opanowanie dzielnicy błyskawicznym uderzeniem. Murzyni, widocznie spodziewając się ataku, zabarykadowali tymczasem przejścia i po pierwszych strzałach policji posypał się na nią istny grad różnego rodzaju przedmiotów. Policjanci otworzyli ogień z elektrytów, gdy naraz począł działać z ukrycia reflektor Green-Bolta.

Reflektor Green-Bolta w rękach Murzynów! Było to tak niesłychane, że policję ogarnęła panika. Cofnęli się w popłochu wynosząc jako jedyną zdobycz liczne guzy, rany i oparzenia. Zmasakrowali w tym odwrocie cztery bezbronne niewolnice pilnujące kóz na 3 poziomie.

W tej sytuacji prezydent postanowił użyć radykalnego środka: kazał więc obrzucić barykady ampułkami z gazem używanym do tępienia królików. Jednocześnie Godston otrzymał rozkaz wykonania drugiej części akcji: obsadzenia przejść w uboższych dzielnicach.

Wieść o walce toczonej na dolnych poziomach obiegła już całą Celestię i spotęgowała nastroje buntu. Wystarczyła iskra w postaci pojawienia się patroli policji i drobnego zajścia przed stacją windy centralnej, a wzburzenie ogarnęło wszystkie dzielnice „szarych”. Wybuch rozruchów na 27 i 73 poziomie przekreślił plany prezydenta.

Meldunki Godstona stawały się coraz bardziej przykre dla Summersona. Było już oczywiste, że kadry policji są zbyt szczupłe, aby zdławić rozruchy na kilku poziomach Celestii jednocześnie, zwłaszcza że uzbrojone grupy Agro, choć na razie zachowujące bierna postawę, wyraźnie sympatyzują z buntownikami.

Nic widząc żadnego sposobu, który ujarzmiłby rozkołysane fale bumu, prezydent postanowił przede wszystkim bronić siebie. W tym celu polecił Godstonów i zgromadzić znaczną cześć policji na 17, 18, 19, 20 i 21 poziomie. Nakazano również policji, by nie przepuszczała żadnych grup, choćby tylko paroosobowych, i strzelała w razie odmowy natychmiastowego cofnięcia się poza obręb tych pięciu strzeżonych poziomów.

Skupienie przez prezydenta policji wokół własne; siedziby oznaczało oczywiście tylko chwilową rezygnacje z zamiaru stłumienia rozruchów. Chodziło o zyskanie na czasie dla zakończenia sprawy w tej chwili najważniejszej, jaka była likwidacja rakiet. Dopiero gdy niebezpieczeństwo udzielenia buntownikom pomocy z zewnątrz będzie usunięte — prezydent mógłby rozpocząć pacyfikacje przy użyciu wszelkich możliwych środków.

Dzięki groźnej postawie policji w pobliżu siedziby Summersona i członków rządu panował na razie całkowity spokój. Prezydent miał wiec te pociechę, że otrzymywane wiadomości mógł traktować jako sygnały odbierane z pewnego oddalenia, jako coś, od czego oddzielony by! kordonem policjantów nie dopuszczających do zbytniego zbliżenia się gwałtownej burzy. Nie dochodziły też bezpośrednio do jego uszu żadne odgłosy krzyków ani strzałów.

Za to meldunki dyrektora policji stawały się pełne grozy. Najgorzej działo się na pierwszych poziomach: cała dzielnica niewolników wrzała otwartym buntem. Godston błagał o zwolnienie przynajmniej 30 policjantów z ochrony uprzywilejowanych poziomów, tłumacząc się tym, że siły strzegące drugiego i trzeciego poziomu są słabe i czarni gotowi przedrzeć się w głąb Celestii, co byłoby nieobliczalne w skutkach. Summerson z pasją zarządził wzmocnienie ochrony wokół swojej siedziby i położył słuchawkę.

Zmniejszenie sil policyjnych sprawiło, że niebawem, wśród krwawych starć. Murzyni wyparli policjantów z trzeciego i czwartego poziomu. Przekreślało to możliwość skutecznego użycia gazu, ponieważ istniało niebezpieczeństwo wytrucia trzód należących do Locha, prezydent zaś nie chciał zrobić sobie z niego śmiertelnego wroga ani płacić odszkodowania za straty. Rozkazał wiec nie szturmować ponownie dzielnicy niewolników, a tylko obsadzić uzbrojonymi w elektryty i Green-Bolty patrolami wszystkie wejścia wiodące do niej. W ten sposób chciał całkowicie odizolować te dzielnicę od reszty świata, uniemożliwiając jakakolwiek łączność.