— Co z Malletem i Horsedealerem? — zapytał Buck. — Bez nich będzie ciężko.

— Trudno. Nie można zwlekać, bo Summerson skoczy nam do gardła. Trzeba zaczynać! Murzyn poruszył się nerwowo na krześle.

Wszyscy patrzyli w milczeniu na Cornicka czekając dalszych wyjaśnień.

— Rozmawiałem przed chwilą z Bernardem Krukiem.

— Krukiem? Więc on żyje?

— Żyje. Policja albo nie wie o tym, albo celowo rozpuszcza plotki, że został zabity. Gdzie on się znajduje, tego sam nie wiem. Powiem wam tylko jedno: jest z nami. I co najważniejsze: zdaje się, że nie Summerson Kruka, lecz Kruk Summersona będzie miał w garści.

Jakby dla zilustrowania swych słów Cornick zacisnął pięść.

— Summersona w garści… — wargi Murzyna poruszyły się bezdźwięcznie.

— Ale do tego nie wystarczy już jeden czy drugi napad lub odbicie więźniów, jedno czy drugie przerwanie pracy w zakładach Frondy'ego, Handersona albo Kuhna — ciągnął dalej Cornick. — Musimy ruszyć wszyscy. To prawda, że może być dużo ofiar. Ale czy teraz jest inaczej? Zabito Harry'ego na 12 poziomie… Policja zamknęła Malleta, obu Millerów, Steye'a Browna, 12 innych naszych, nie licząc 22 czarnych, których aresztowali jeszcze wczoraj z rana. Wszyscy mają być straceni… Summerson straszy nas piekłem, ale z tego, co się teraz dzieje, widać, że on w Celestii chce nam takie piekło zrobić, że lepszego nie potrzeba.

— Oj, dobiera się do skóry nie tylko czarnym z dołu, lecz zdaje się, iż i z nami chce zrobić porządek — rzekł kiwając głową szpakowaty, przygarbiony tokarz. — Teraz się biorą do tych, co nie mają co do ust włożyć. Nową dzielnicę wyszykowali, dobroczyńcy, a jutro pokaże się, że to dzielnica białych niewolników.