— Dlatego nie można zwlekać. Jak się ruszą wszyscy razem — skończy się panowanie Summersona, a może i innych „sprawiedliwców” — zaakcentował Lett. — Wszyscy razem przeciw nim! Wtedy będą musieli ustąpić i ustanowić lepsze prawa. Dla wszystkich. I wam też będzie lepiej — dodał uśmiechając się szczerze do Bucka. — Przecież wszyscy muszą mieć ludzkie prawa.

— Ludzkie prawa — powtórzył jak echo Murzyn.

— Musimy się przygotować. Rozkaz inżyniera S. — ciągnął Lett. — Ty, stary, zbierzesz swoich. Trzeba będzie obsadzić każde przejście. Walka z policją nie będzie łatwa.

— Trochę się boję, czy damy sobie radę — wtrącił niepewnie Buck. — Nasi już od wielu lat nie bili się z policją. Niejeden może się nie odważyć…

— Twoja głowa, aby się odważyli — przerwał gniewnie Cornick. — Musisz wytłumaczyć swoim, że od tego zależy ich los. Gdy się ruszą wszyscy, zobaczysz, jak policja będzie zwiewała.

— A jeśli się nie uda?

— Musi się udać. Podobno Agro i Morgan tylko czekają, aby uderzyć na Summersona. Więc nie będą nam przeszkadzać. To też ważne. Trzeba tylko uważać, aby nikt nie wypaplał przed czasem. Zresztą na Celestii świat się nie kończy — powtórzył zdanie przed kilkudziesięciu minutami wypowiedziane przez Kruka. — Pomagają nam oni.

— O n i? — zdziwił się Murzyn i naraz, coś sobie przypominając, zapytał: — Czy… czy to prawda, co mówią, że diabły chcą napaść na Celestię?

— Kruk mówi, że oni nie chcą na nas napaść i że to nie diabły, lecz ludzie. Chociaż po prawdzie…

— Mówiłeś mu o tym diable, co nam życie uratował? — spytał słuchający dotąd w milczeniu elektromonter.