— Nie mów tak, Lett — wtrącił stary tokarz. — To grzech tak mówić.
— Grzech nie grzech. Nieraz sobie myślę, że wszystko to, co nam opowiada Summerson, jest właściwie wielkim kantem. On chyba wierzy tylko w swoją siłę. Może to dobry bóg dla Summersona i jego kompanii, ale nie dla nas.
— Co prawda, to prawda — przyznał z wahaniem oponent. — Ja się też tych diabłów nie boję… Ale to zawsze nieczysta siła.
— Co będziemy sobie teraz tym głowę zawracać — przerwał dyskusję elektrotechnik. — Mów, Lett, dalej, coś miał mówić.
— Nie ma co dużo gadać — przytaknął Cornick, — Najważniejsze, aby wszyscy wiedzieli, co mają robić na hasło. Czy wasi mają latarki elektryczne? — zwrócił się do Bucka.
— U monterów parę się znajdzie.
— To niedobrze, że macie mało. Bez światła będzie ciężko. A teraz słuchajcie wszyscy uważnie. O tym, co za chwilę powiem, nikomu ani słowa. Trzeba ustalić termin. Kruk radzi, że najlepiej byłoby około północy. Inżynier S. też mówi, żeby jak najszybciej ruszyć. Co wy na to? Czy zdążymy wszystko przygotować?
— Chyba starczy czasu — rzekł kiwając głową starszy tokarz.
— Może nawet lepiej byłoby zrobić to wcześniej. Morgan może uprzedzić, a to byłoby niedobrze.
— Wcześniej pewno się nie zdąży. Pomówię zresztą z Krukiem. A ty, Buck, co na to?