— Ja nic. Niech tak będzie, jak pan mówi. Ale, po prawdzie, wielu naszych się boi i nie wierzy ludziom.
— Musisz im wytłumaczyć, co i jak. Przecież to nasza wspólna sprawa. Teraz uważajcie — zniżył głos. — Hasłem będzie wygaśnięcie światła w całej Celestii. Telefony, głośniki i telewizja będą nieczynne, windy też. Trzeba ustalić, co kto będzie robił.
Cornick wstał i podszedł do stojącej w kącie skrzynki z narzędziami. Podniósł wieko, wyjął spłaszczony rulon i rozwinął go.
Cztery głowy pochyliły się nad planem Celestii.
— Zaczniemy tu — Cornick wskazał palcem na zaznaczone czerwonym ołówkiem koło.
— Dokąd to?
Tęgi, o nalanej, czerwonej twarzy policjant spojrzał groźnie na Jacka.
— Nie macie gdzie się szwendać? Mało miejsca gdzie indziej? — dorzucił drugi, młodszy policjant obrzucając gniewnym wzrokiem gromadkę urwisów.
— Zabierać się stąd i jazda na dół — warknął pierwszy, popychając stojącego najbliżej chłopca ku otwartej windzie.
— Panie Bright! Żona się o pana pytała! — zapiała cieniutko Mary. Śmiech i wrzask towarzyszyły słowom dziewczynki.