— Stul pysk, mała, i zmykaj, bo!.. — krzyknął gruby policjant ze złością, usiłując chwycić Mary za ramię, lecz ta dała nurka między chłopców i parskając śmiechem wołała dalej:

— Panie Bright, żona pańska tu idzie. Jeszcze jednego za jej zdrowie.

Policjant wpadł między chłopców rozdając razy na prawo i lewo. Grupka rozpierzchła się na wszystkie strony gwiżdżąc przeraźliwie.

— Ja wam dam! Ja was nauczę! Nie będziecie mogli siedzieć — wołał wściekle Bright, goniąc wymykającą się spod jego rąk Mary. Aluzja do częstego zaglądania przez niego do kieliszka i respektu, jaki czuł przed żoną, wyprowadziła go zupełnie z równowagi.

— Bili, daj spokój. Będziesz się tu z tymi szczeniakami użerał — usiłował powstrzymać Brighta jego kolega.

Lecz grubas zniknął za zakrętem nie zwracając uwagi na współtowarzysza. Ten stał przez chwilę, jakby się zamyślił, i naraz skoczył niespodziewanie, chwytając za kołnierz jednego z chłopaków.

Reszta urwisów rzuciła się do ucieczki, znikając w zakamarkach otaczających ostatnią stację centralnej windy.

— Stać! — zawołał policjant. — Jeśli natychmiast nie wrócicie do windy i nie zjedziecie na dół, odpowiedzą za to wasi rodzice!

Na końcu korytarza ukazał się Bright, ciągnąc za włosy opierającą się Mary Brown.

— Już ja cię teraz nauczę! — sapał kierując się ku windzie. — Odechce ci się n całe życie, zobaczysz.