Gwałtownie szarpnięte drzwi windy zamknęły się z trzaskiem.
— Powinienem ci wyznaczyć karę za niepotrzebne paplanie. Mogło się źle skończyć, a i tak nie wiadomo, czy te draby nie będą się chciały odgryźć.
— Toś ty taki? — zrobiła obrażoną minę. — Przecież właśnie dzięki mojemu gadaniu nie mogli nas stąd przegonić.
— Dzięki mojemu czy dzięki twojemu? — uśmiechnął się Jack widząc, że Mary usiłuje przypisać sobie całą zasługę.
— No, twojemu też…
— Nie ma co dużo gadać — przeciął chłopak rozmowę. — Narobiłaś bigosu, ale ci to daruję. Teraz są ważniejsze sprawy.
Podszedł do windy. Wygaśnięcie czerwonej lampki sygnalizowało, że policjanci wysiedli i dźwig jest wolny. Jack nacisnął guzik.
— Co? Mamy wracać? — zdziwienie i zawód rozlały się po twarzach urwisów.
— Nie. Zaraz zobaczycie — powiedział Jack tajemniczo.
— Co ty chcesz zrobić?