Późniejsze wypadki potoczyły się jak na ekranie telewizyjnym. Jack czuł, że wokół niego dzieją się wielkie sprawy, a świadomość, że uczestniczy w przygotowaniach do jakiegoś wielkiego spisku, napełniała go dumą. i oto teraz wracał z grupką kolegów po wykonaniu tajemniczego rozkazu Letta. „Dlaczego zamknięcie drzwi do śluzy odgrywało tak wielką rolę?” — głowił się bezskutecznie.

Szybko też błysnęła mu myśl, typowa dla jego piętnastu lat i życia, jakie wiódł niemal od chwili, gdy posiadł sztukę chodzenia. Cóż prostszego jak przekonać się naocznie, na co potrzebne jest zamknięcie drzwi do śluzy. Po prostu „spławi” kolegów i wróci sam na górę.

Wprowadzenie w czyn postanowienia nie było trudne przy tym autorytecie, jakim cieszył się Jack-prezydent wśród kolegów.

Po kilkunastu minutach znalazł się sam na górze.

Z drżeniem przeszedł przez właz prowadzący do ubieralni i rozejrzał się wokół. Nic się nie zmieniło w otoczeniu. Poczuł się nieswojo. Po co tu właściwie przyszedł? Może wynik zamknięcia drzwi będzie znany dopiero za parę godzin? A może to wywoła eksplozję?

Przez plecy przebiegł mu dreszcz. Choć nic nie wskazywało, aby miało nastąpić jakieś nadzwyczajne wydarzenie, pusta salka budziła w nim rosnące uczucie lęku.

— Wracać, koniecznie wracać! — powtarzał sobie.

Przesunął się ku włazowi, gdy nagle metaliczny szczęk dobiegł jego uszu. Zamarł w oczekiwaniu. Szczęk powtórzył się. Teraz wiedział już, że pochodzi on spoza zamkniętych drzwi śluzy.

Strach mieszał się z ciekawością.

Ktoś znajdował się w śluzie. Ale kto? Oczywiście człowiek z zewnątrz. Może Tom albo konstruktor Kruk, który podobno tędy uciekł? Tak, to z pewnością Kruk. Dlaczego jednak policja nie pilnuje wyjścia?