Głuchy szum motoru wdarł się w ciszę. Co to? Jack poczuł, że cierpnie mu skóra. Co to się dzieje?.
Szum kompresora ustał raptownie. Jack instynktownie skoczył w drugi koniec ubieralni i ukrył się pod szeroką półką, obok szafy ze skafandrami.
Jednocześnie owalne drzwi prowadzące do śluzy poruszyły się i cicho rozwarły.
Jack spojrzał i zmartwiał.
To, co zobaczył, było tak niesamowite, że przekraczało swym nieprawdopodobieństwem wszystko, co drukował Green w swych sensacyjnych książeczkach. Oto jeszcze przed kilkudziesięciu minutami kpił z kolegów, mówiących o rzekomym pojawieniu się diabłów, a teraz sam na własne oczy ujrzał to i lodowate zimno strachu ogarnęło całe jego ciało.
„Diabeł” nie był duży, nie przewyższał wzrostem pięcioletniego dziecka. Nie miał też przerażającej paszczy ani płonących ogniem oczu, tak często rysowanych w książeczkach obrazkowych. Po prostu nie miał w ogóle ani paszczy, ani oczu. Wielka w porównaniu z resztą „ciała”, przekraczająca kilkakrotnie swymi rozmiarami głowę ludzką błyszcząca kula z krótkim, matowym walcem u spodu, wsparta na pięciu cienkich, ruchliwych łapach — nic więcej. Lecz właśnie przez to samo, że „diabeł” różnił się tak znacznie od tego, co wytworzyła wyobraźnia ludzi zamieszkujących Celestię, wygląd jego musiał budzić nieprzezwyciężone uczucie lęku.
Głośny okrzyk odwrócił uwagę Jacka w inną stronę. We włazie prowadzącym z warsztatu do ubieralni ukazała się postać Deana Roche'a. Oczy jego wyrażały osłupienie, a nerwowe drżenie rąk opartych o krawędź włazu wskazywało, że siłą woli przezwycięża uczucie strachu.
Tymczasem potwór posunął się kilka kroków naprzód, na moment zamarł w miejscu, po czym cofnął się ku śluzie. Jedno z ramion uniosło się w górę i przywarło końcem stożkowo zakończonej „stopy” do ściany, tuż przy otworze wyjściowym.
Ogłuszający trzask, podobny do wystrzału pistoletu, wstrząsnął ścianami pomieszczenia. Potem nastała nerwowa, dzwoniąca w uszach cisza. Jack zacisnął powiek! nie mogąc opanować panicznego lęku. Zdawało mu się, iż za chwilę cała Celestia rozleci się na strzępy.
— Czy to ty jesteś Dean Roche? — wpadł niespodziewanie w ciszę męski głos.