— Tak, ja — rozległ się zalękniony głos astronoma.
— Nie obawiaj się! To przecież tylko maszyna.
Jack otworzył oczy i ze zdziwieniem ujrzał, że potwór zbliżył się do Roche'a, który blady jak płótno wpatrywał się w niego szeroko rozwartymi oczami.
— No, proszę się nie lękać. Prowadź! — odezwał się znów „diabeł”.
— Trzeba zejść niżej — wyszeptał astronom.
— Czy tu wszędzie almeralitowe ściany i podłogi?
— Nie. Jeszcze tylko ta podłoga. Później tylko miejscami.
— No, to schodzimy.
Roche zniknął w otworze, „diabeł” zaś zbliżył się do włazu i przez chwilę badał łapami grubość podłogi.
Znów rozległ się głuchy trzask.