Chwila męczącej ciszy.
— Gdybyś wiedziała… — rzekł z westchnieniem. — Gdybyś wiedziała, jak mnie boli to wszystko. To, że właśnie ty… No, bo kogóż ja mam bliższego na świecie? Teraz, kiedy rozzuchwalone szumowiny podnoszą łeb przeciwko mojej władzy i boskim prawom, na kogóż mogłem liczyć, jak nie na własną córkę?
Stella spuściła wzrok. Milczała uparcie. Summerson sam się wzruszył swoją szczerością.
— Zostałaś otumaniona, moje dziecko — ciągnął łagodnie. — Różni oszuści, wrogowie moi, Boga i prawowitej władzy, wpadli na szatański plan wciągnięcia ciebie do tej piekielnej roboty. A ty, zamiast uprzedzić ojca o knowaniu łotrów — ty, moja córka, przystałaś do nich. Czyż serce nie powiedziało ci ani razu, że jest to wielki grzech?
No, powiedz, Stello… Przecież wiem, że stoczenie się w odmęt tej podłej roboty kosztowało cię z pewnością bardzo wiele. Dlaczego uległaś tym podszeptom? No, powiedz…
Stella powoli ulegała elokwencji ojca. Zaczynała żałować, że go skrzywdziła. Nie wiedziała, co począć, i czuła się bardzo nieszczęśliwa.
— Dałaś się opętać ludziom, którzy za doliody usiłują sprzedać Celestię — ciągnął dalej prezydent. — Czy twoje sumienie nie powiedziało ci, że pomagając im zdradzasz nie tylko ojca, nie tylko boskie przykazania, lecz i cały świat, w którym żyjesz; że zdradzasz Celestię?… I dla kogo? Dla kogo popełniłaś zdradę? Czy Kruk wart jest twojej miłości? Przecież chyba zdajesz sobie sprawę, że opętał cię tylko dlatego, aby użyć jako narzędzia swych perfidnych planów. Zabiegał o twe względy nie dla ciebie, lecz dla twego posagu, dlatego, że jesteś moją córką. Szkoda, że nie byłaś świadkiem, gdy on, jak brudny handlarz z targowiska, kłócił się ze mną o twój posag. A teraz zdradza Celestię, bo mu te diabły obiecały więcej, niżby zarobił na małżeństwie z tobą. W tym miejscu Summerson popełnił fatalny błąd — błąd, który podważył wszystkie jego dotychczasowe argumenty. Nie wiedział bowiem, że Stella była poinformowana o treści rozmów Kruka z ludźmi z Astrobolidu. — Nieprawda! — przerwała mu hardo. Prezydent zaniemówił na chwilę.
— A, więc to tak! — wyrzucił wreszcie z pasją. — Więc więcej wierzysz temu podłemu zdrajcy niż własnemu ojcu! Nie przypuszczałem, że aż do tego stopnia jesteś zaślepiona. Biedna, głupia dziewczyno! Może również mu wierzysz, że jesteś pierwszą i jedyną dla niego — chwycił się ostatniego argumentu. — Mógłbym dostarczyć ci niemało dowodów, jak nikczemnie cię oszukiwał. Choćby taka Brown…
— Nieprawda! — padło stanowczo i chłodno.
— Porozmawiamy więc inaczej.