Na myśl, że Stella jako córka prezydenta wierzy w swoją bezkarność, Summersona poniosły nerwy.

— Otóż wiedz — cedził wolno każde słowo — że są prawa wyższe nad miłość ojcowską. Jako prezydent świata rozkazuję ci powiedzieć, gdzie ukrywają się Kruk i Roche!

Stella poruszyła się niespokojnie na fotelu. Nic więcej.

— Milczysz? Otóż oświadczam ci, że powiesz. Jeśli nie mnie, to w dyrekcji policji. Dziewczyna zbladła:

— Tego nie zrobisz! Jak by to wyglądało? Dopuścić do takiego skandalu! Słowa te prezydent uznał za ironię.

— Mów natychmiast, gdzie oni są! No! Prędzej, bo nie mam czasu. Widzisz to? — pokazał jej pierścionek. — Pamiętaj więc, że wiem więcej, niż przypuszczasz.

Odpowiedziało mu milczenie.

— Przekażę cię policji! Nie żartuję! Cisza.

Doprowadzony do ostateczności Summerson położył rękę na słuchawce telefonu. Spojrzał groźnie na córkę.

— No?