Nie było odpowiedzi. Prezydent uderzył gwałtownie w widełki, raz, drugi, trzeci. Sygnału nie było. Rzucił słuchawkę i sięgnął do drugiego aparatu. Ten również był nieczynny. Czyżby centrala uległa uszkodzeniu?

Naraz stanęła mu przed oczyma scena sprzed dwóch dni, gdy również w najbardziej krytycznym momencie została przerwana pewna rozmowa telefoniczna. Tylko że wtedy stało się to za jego wolą i udziałem.

Zerwał się z fotela i podszedł do ściany, gdzie wielki plan Celestii patrzył na niego groźnym okiem stu pierścieni-poziomów.

Odsunął ruchomą część ramy i palce szybko raz po raz przebiegły po trzech guzikach.

Zamarł w oczekiwaniu. Ściana jednak nie rozsuwała się. Zdziwiony ponowił próbę. Znów bez rezultatu.

Czoło pokryły mu krople zimnego potu.

Siląc się na spokój jeszcze raz położył palce na guzikach. Naciskając począł wolno powtarzać w pamięci cyfry klucza:

— 2, 3, l, l, l, 3, 2, 2, l, l, 3, 3, 3…

Nie dokończył. Sączące się dotąd jednostajnie z sufitu białe światło zamigotało i zgasło.

W pierwszej chwili uczuł, że ogarnia go strach. Opanował się jednak. Może przyczyną tego wszystkiego jest jakieś uszkodzenie w sieci?