— O mnie nie wie?
— Nawet się nie domyśla.
Bernard manipulował przez chwilę wtyczkami i guzikami na płytce centrali telefonicznej.
— Telefon Stelli nie odpowiada. To dziwne! Jeśli jej nie ma, to przynajmniej Daisy powinna się zgłosić. Przecież dzwonię w umówiony sposób.
— Nie odpowiada? — Dean zmarszczył brwi. — Spróbuj się jeszcze raz połączyć. — Telefon czynny, lecz nikt nie podnosi słuchawki — stwierdził po chwili Bernard. — Czyżby nikogo tam nie było?
— To niemożliwe! Jeśliby tak było, to… To oznaczałoby…
Nie dokończył, jakby wypowiedzianym głośno przypuszczeniem bał się przywołać nieszczęście.
— Może Daisy wyszła do łazienki albo myśli, że to dzwoni Summerson?
Minęło pół godziny, a mimo częstych prób nikt nie zgłaszał się na wezwanie. Niepewność potęgował jeszcze bardziej fakt, że telefon Summersona milczał również od kilkunastu minut. Przez pewien czas Bernard podejrzewał, iż powstało jakieś uszkodzenie w sieci. Lampki kontrolne wskazywały jednak, że nic się nie zmieniło.
Tymczasem jakby na złość w chwili, gdy Bernard zajęty był badaniem sieci, zabłysła na tablicy rozdzielczej lampka sygnalizacyjna podsłuchu telefonicznego nastawionego na aparat prezydenta. Zbyt jednak późno Bernard zauważył światełko i nim zdążył dobiec i nałożyć słuchawki, rozmowę przerwano.