— Daisy! — jęknął Dean.

Lecz w tej samej chwili Bernard gwałtownym ruchem wyrwał jakąś wtyczkę z pulpitu i nacisnął guzik.

Zielona lampka zgasła raptownie. Bernard nacisnął inny guzik.

— Halo, Lett! Tu Kruk. Ile czasu potrzeba ci jeszcze na ostateczne przygotowanie akcji? Nie! Wykluczone! Mniejsza o nich, później się dołączą. Musisz być gotów za dziesięć minut. Tak… Najlepszych ludzi rzuć na dyrekcję. Jak najszybciej trzeba uwolnić Malleta. Znajdziesz tam również… Wiesz już o tym?… Przed chwilą?… Tak. A więc za dziesięć minut.

Kruk zdjął słuchawki z uszu i spojrzał na przyjaciela.

Dean patrzył błagalnie, jakby domagał się zaprzeczenia swym najgorszym przeczuciom.

Bernard opuścił głowę.

— Tak. Obie są w rękach tych zbirów z dyrekcji policji. Summerson nie oszczędził własnej córki.

— No a Daisy? Przecież ona biedna… — nie dokończył widząc zmianę w twarzy przyjaciela.

— Twoja Daisy to dzielna dziewczyna. Niestety Stella… — urwał. — Gdyby nie udało mi się w sam czas przerwać rozmowy…