— Stephen! Stephen Brown postąpił parę kroków.
— Nareszcie! — odetchnął z ulgą. — Szukaliśmy cię wszędzie już od wczoraj. Leżałeś tu ze 20 godzin. Dopiero Bili powiedział, że widzieli, jak spadłeś ze schodów, i że gdzieś ci? tu położono. Ale miejsca dokładnie nie pamiętał. Jest ciężko ranny… Nie wiadomo, czy wyżyje. Nie było mowy, aby szukał z nami. Szukaliśmy chyba ze dwie godziny. I dopiero tu… No, to się Johnny ucieszy! Ale, ale, muszę dać znać chłopcom, żeby przerwali poszukiwania i przynieśli nosze.
To mówiąc Stephen wyskoczył na korytarz i zagwizdał w umówiony sposób. Po chwili kilku powstańców było już przy nim. Powiedziawszy każdemu, gdzie i co ma robić, z jednym z nich powrócił do filozofa.
— Masz, wypij wina, to cię wzmocni — powiedział przysuwając szyjkę płaskiej, niedużej butelki do ust chorego. — Czy jesteś mocno potłuczony?
Horsedealer przez cały czas uśmiechał się do przybyłych jak dziecko, które spotkała wielka radość.
— Mam stłuczone ramię. W głowie mi się kręci… Nie mogłem iść… Ale to głupstwo. Już jestem z wami. Powiedzcie, co się dzieje w Celestii? Czy nasi trzymają się? Przecież ja nic nie wiem.
— Jesteśmy górą! — w głosie Stephena brzmiała radosna nuta triumfu. — Summerson i Godston aresztowani, Kuhn i Harrimann także pod kluczem. Kruk ogłosił się prezydentem.
— Bernard Kruk?
— Właśnie on. Zajął tajną centralę prezydencką. Summersonowi nawet do głowy nie przyszło… Cały czas porozumiewał się z tej centrali z nami, to znaczy z Cornickiem — poprawił się.
— Kto? Summerson? — Horsedealer nic już nie rozumiał.