— A od tamtych, z Towarzysza Słońca, których Summerson chciał zniszczyć miotaczem. Filozof nic już nie rozumiał. A więc rzeczywiście przyleciała jakaś rakieta? Ale skąd diabły? To absurd!

— Kto przyleciał z Towarzysza Słońca? Chyba ludzie?

Stephen zastanowił się. Sprawa ludzi, których nie widział na oczy, chociaż słyszał o nich już niemało niezwykłych opowiadań, była dla niego wciąż jeszcze abstrakcją.

— No tak. Niby ludzie. Mądrzy ludzie. Tylko że do nas przysłali jakiegoś diabła na pięciu nogach.

Filozof zrozumiał, że od Browna nie dowie się wiele więcej.

— Nieście mnie do Malleta.

Brown nie zastał Malleta w dyrekcji policji. Okazało się, że Johnny wezwany został na naradę do nowego prezydenta i prosił, aby go natychmiast zawiadomić, jeśli Horsedealer będzie odnaleziony.

— Kruk tworzy nowy rząd — oświadczył Cornick witając się serdecznie z leżącym na noszach filozofem — i chcemy, abyś ty tam był koniecznie. Inaczej Kruka obsiada i nic się w świecie nie zmieni na lepsze…

Horsedealer uniósł nieco głowę i wpatrując się z niepokojem w twarz Letta zapytał:

— Czy to prawda, że przybył ktoś z Towarzysza Słońca?